"O Boże! Administrator dzwonił! Znalazł Sonię, włóczyła się sama po osiedlu! Idź po nią do budki ochrony! Mama."
Przerażona puściłam się pędem przed siebie. Jak to się stało?!
- Dzień dobry, ja po kota - ledwo dysząc stanęłam w drzwiach portierni.
- Yy... słucham? - ochroniarz omiótł moją potarganą burzę loków i niezdrowe wypieki wystraszonym spojrzeniem, jakby miał przed sobą co najmniej uciekinierkę z domu wariatów.
- Przyszłam - głęboki wdech - po - wydech - kota - czekając na reakcję ochroniarza zgięłam się w pół, żeby złagodzić kolkę. Swoją drogą, gdzie się podziała moja kondycja?!
- Ale jakiego kota? - oczy mężczyzny z każdą chwilą coraz bardziej powiększały się ze zdziwienia.
Zbita z tropu wyciągnęłam telefon. Kolejna wiadomość.
"Prima aprilis!"
Przerażenie ochroniarza osiągnęło apogeum, kiedy wybuchłam szaleńczym śmiechem i wstrząsana kolejnymi salwami próbowałam wymamrotać szybkie przepraszam, do widzenia.
Całe po południe spędziłam obmyślając plan, jakby tu wydostać się jutro z domu przechodząc możliwie najdalszą drogą od portierni.
Chciałabym zobaczyć minę tego ochroniarza. :D
OdpowiedzUsuńCudne masz loki! <3
Też je lubię i mówiłam to już setki razy, ale powiem jeszcze drugie tyle: koniec z prostowaniem!
OdpowiedzUsuńśliczne zdjęcie. :D
OdpowiedzUsuńgenialne masz te włosy. <3
hahahahaha, ja również chciałabym zobaczyć. c:
Hahahahaha :D Świetny żart!
OdpowiedzUsuńskąd ty wytrzasnęłaś te śliczne loczki, hęę?
OdpowiedzUsuńPS Twoja mama miała genialny pomysł :D