Łóżka piętrowe SĄ absolutnie przerażające i nic nie wpłynie na mój pogląd, nawet dwie noce, które zmuszona byłam spędzić na górze (ktoś w końcu musi być miłosierny i poświęcić się dla dobra sprawy). Na szczęście wieczory i tak spędzałam zupełnie gdzie indziej, tudzież biegając wokół ośrodka, doznając co chwila spazmatycznych głupawek, plotkując, słuchając strasznych historii o matkach, które zamykały swoje córki w trumnach, malując paznokcie czy plotąc Natalce nieśmiertelne warkocze (jak dobrze, że moje skręty są całkowicie naturalne i nie muszę się skazywać na takie tortury). Na śniadania dostawaliśmy sztuczny dżem i kompot o smaku żłobkowo-przedszkolnym (mm, wspomnienia), ale nie narzekam, moje kółko wzajemnej adoracji wzięło ze sobą toster, chleb, ser i całą masę słodyczy, więc przetrwałybyśmy nawet w czasie klęski głodowej. W Sopocie nieumyślnie wyrzuciłam ciastko na sam środek ekskluzywnego sklepu z biżuterią, a potem chodziłam jeszcze w kółko i krzyczałam: gdzie jest moje ciastko?!. Chyba naprawdę sprawiłam wrażenie lekko chorej na umyśle, skoro N. musiała za rękę wyprowadzać mnie ze sklepu i tłumaczyć jak małemu dziecku, że wymachując pudełkiem cała zawartość przeleciała mi przez ramię. No cóż. I tak lubię zielone szkoły.


Ale fajnie miałaś. To zdjęcia z tego roku, czy s poprzednich wakacji?
OdpowiedzUsuńKinga (Sybijka)
(Nie wiem jak można się tu podpisać, więc zaznaczyłam "anonimowy".)
To zdjęcia z tegorocznej zielonej szkoły. :)
OdpowiedzUsuń(podpisać się możesz zaznaczając opcję "komentarz jako: nazwa/adres URL")
Zielona szkoła w ciągu roku szkolnego, nieźle.
OdpowiedzUsuńIle byłaś w Sopocie?
Właściwie tylko jedno po południe, bo ta nasza zielona szkoła to było ciągłe podróżowanie (Gdańsk, Sopot, Malbork, itd).
OdpowiedzUsuń