Stałym elementem śródziemnomorskiej idylli jest dla mnie słonawy posmak w ustach, świeża woń egzotycznych roślin pomieszana z kremem do opalania i wrażenie, jakbym cały czas bezwiednie kołysała się na wodzie. Przeczesuję włosy palcami. Są posklejane solą i potargane wiatrem. Przyglądam się, jak ciepłe fale Adriatyku uderzają o brzeg i sama mam ochotę stać się jedną z nich. Jest straszliwie gorąco. Zrzucam pareo i zanurzam się pod wodą; koniuszki palców, ramiona, później głowa. Przez chwilę morze unosi mnie, bezwładną, nad granatową tonią i zastanawiam się, czy tak właśnie czują się topielcy. Gwałtownie nurkuję burząc spokój tęczowych ryb, które rozpraszają się we wszystkich kierunkach. Są niesamowicie szybkie. Płynę tuż przy dnie, tutaj wszystko jest takie przejrzyste i magiczne, każdy najdrobniejszy szczegół. Niezmierzone głębokości, lęk i fascynacja, dreszcz ciągłej niewiadomej. Równoległy wymiar. Przeszywający ból w płucach przybiera na sile, w ostatniej chwili wyskakuję na powierzchnię i mocno zaciągam świeżego powietrza.
Padam na rozgrzany koc oceniając krytycznie stan moich poparzonych stóp i ramion. Zawsze ten sam błąd. Wyjmuję z kolorowej torby puszkę chłodnej coli, pudełko wypełnione równymi kosteczkami słodkiego arbuza i jedno z tych głupich pisemek, którego radość czytania odnajduję tylko na wakacjach. Scarlett włącza indyjską muzykę. Patrzę, jak ze śmiechem tańczy wokół parasola niezdarnie balansując na krawędzi pomostu i raniąc stopy o twarde kamienie.
Plodovi mora, mrożona herbata i malutkie winogrona w cieniu drzew oliwnych. Mam zabójczy apetyt i - dzięki Bogu - nie muszę liczyć kalorii, bo za chwilę uzbrojona w deskę i żagiel stanę do walki z silnym mistralem.
- Tato, a tutaj jest jakiś internet?
- No jest, ale ty się chyba zarzekałaś, że będziesz na detoksie.
No, zarzekałam się, zarzekałam.
Siedzę na pomoście z kieliszkiem białego wina, obserwuję statki, piszę, gryzę długopis, czytam, rozmyślam, wybucham cichym chichotem, przyglądam się ludziom i znów gryzę długopis. Tafla wody wzburzona delikatnie wieczorną bryzą mieni się w zachodzącym słońcu jak pudełko nieoszlifowanych diamentów. Słowa płyną tak samo jak te żaglówki, które giną co chwila za horyzontem. Upajam się chwilą.
Oj, Chorwacjo, cóż ty masz takiego w sobie, że co roku tak mocno się w tobie zakochuję?

Wino? Nieładnie.
OdpowiedzUsuńA mnie właśnie nie ciągnie do ciepłej południowej Europy, a do chłodnej i surowej północnej.
Skandynawia i Islandia, zgadłam? ;) Ciekawe miejsca pod względem kultury, ale nie potrafię wyobrazić sobie, że spędzam tam wakacje. Coś odpychającego jest właśnie w klimacie, a ja lubię upały, słońce i burze.
OdpowiedzUsuńAlkoholu nie cierpię, moja jedyna mocniejsza przygoda z procentem zakończyła się niezłym rzygankiem, totalnym rozbiciem i wyrazem zawodu na twarzach rodziców (chyba najboleśniejsze doświadczenie), ale jednym kieliszkiem dobrego wina na rok nie pogardzę. ;)