czwartek, 7 kwietnia 2011

Popielata melancholia

Wszystko jest szare. Czy to nie zabawne, że moje myśli zależne są od koloru nieba i zapachu wiatru? Świat płacze. Nie wiem dlaczego. Mokry asfalt. Urywany oddech. Trampki barwy brudnej lawendy. I ci ludzie; mijają mnie tak szybko, czy to nie smutne, że już nigdy się nie spotkamy? Czuję w kieszeni płaszcza coś zimnego. Kamienie. Pamiątka zeszłego lata, ale przecież zeszłe lato było wczoraj! I ten podmuch nieba. Przywodzi na myśl październikowe wieczory. Siódmy kwietnia? Czy za jakiś czas wspomnę ten dzień? Życie ma to do siebie, że jest szybkie. Gna przed siebie jak szalone. O, przejaśniło się! Julka opowiada mi o swoich poprzednich wcieleniach. Jak to jest po prostu zniknąć? Zgasnąć? Julka mówi, że człowiek nie gaśnie. Kim w takim razie byłam? Gorycz miętówek. Nie lubię ich. Przyzwyczajenia bywają straszliwie uciążliwe. Julka też bierze jedną. Co się stanie ze słońcem? Nie potrafię złamać tej jednej jedynej bariery wyobraźni. Nie potrafię pojąć. Denerwujące. Czasem w samotności płaczę. Wiem, że to absurdalne. Ale czy życie nie jest abrusrdalne?

6 komentarzy:

  1. Lawendowe trampki... czyżby Conversiaki? ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam to zdjęcie ! Nie wiedziałam Olu , że w końcu napiszesz coś takiego w stylu melancholijnym . Czyżby coś w twoim życiu się zmieniło ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Olu , Olu . Wydaje Ci się . Dobre sformułowanie . Wybrnęłaś bardzo dobrze . Nikt bez powodu nie piszę takich rzeczy . ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże... ten post jest taki fantastycznym, wzruszający, cudny. Piękny. Gratuluję ;)

    OdpowiedzUsuń