poniedziałek, 30 maja 2011
Ach, świecie
Pierwszą lekcję spędziłam walcząc z mdłościami na sterylnie czystej podłodze w szkolnej ubikacji. Druga, trzecia i czwarta pomogły mi przynajmniej prowizorycznie wrócić do świata żywych, na piątej zaś poczułam się względnie normalnie - matematyka (pomimo swojej beznadziejności i ciągłej potrzeby udowadniania umysłom otwartym, iż są nikim na tym świecie) roztacza wokół siebie pewną cudowną aurę, która pomaga odreagować wszystkie paranoje. Na informatykę wpadłam kilka minut po dzwonku, teatralnie potknęłam się o czyjś plecak, a na koniec usłyszałam, że w nieznanych okolicznościach mój sprawdzian roczny wyparował z dysku i muszę go robić od nowa. Pięknie. Fantastycznie. Wdech i wyydech. Podejdę do tego profesjonalnie. Po steku niezbyt elokwentnych wyrażeń ze stoickim spokojem usiadłam do komputera. Religia jak zwykle ciągnęła się w nieskończoność, ale taka leniwa i spokojna nieskończoność z otwartym oknem i marzeniami nie jest wcale zła. Po drodze do domu kupiłam sobie w aptece Meliski, chyba smakiem nie grzeszą, ale trzeba się jakoś ratować w tych niezrównoważonych czasach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Meliski to działają bardziej jak placebo. Ale lepsze to niż nic.
OdpowiedzUsuńHmm... czyżby Ciebie też dopadło choróbsko na N. ? :(
Jeżeli masz na myśl to, którego nazwa kończy się na "a" - niestety tak. :( Objawy pojawiają się tylko raz w miesiącu przez ok. dwa tygodnie z przerwami i zupełnie nie wiem jak mam sobie radzić.
OdpowiedzUsuńCiekawy blog :)
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM DO MNIE.
Uwielbiam koty i letnie noce, namiętnie czytuję, co się napatoczy, acz cynamonu nie cierpię.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten Twój blog. Taki może nieco trochę napięty, ale wydaje mi się, że szczery i z polotem literackim.
Ładniej wyglądasz w spiętych, niż w rozpuszczonych włosach (:
Powodzenia w przechodzeniu przez murki i powrotu do pełni sił życzę!
Dziękuję. :)
OdpowiedzUsuń